Wakacje marzeń czy finansowy koszmar? Ile naprawdę kosztuje leczenie za granicą
- 24 cze
- 4 minut(y) czytania

Dwutygodniowe wakacje i milion złotych długu za leczenie.
Tydzień w Meksyku i rachunek 400 000 zł od szpitala.
Brzmi jak finansowy koszmar? Niestety to prawdziwe historie polskich turystów.
Nie myślimy o najgorszym…
Urlop kojarzy nam się z przygodą i wypoczynkiem, a nie szpitalnym łóżkiem. W ferworze planowania wyjazdów większość z nas nie dopuszcza myśli o wypadku czy chorobie daleko od domu. „Przecież mam Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego – w razie czego leczenie będzie za darmo” – myślimy. Albo: „Wykupiłem tanie ubezpieczenie turystyczne z biura podróży, powinno wystarczyć”. Niestety, życie pisze własne scenariusze. Nawet drobny uraz podczas wakacji może nas kosztować więcej niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Europejskie raje (turystyczne) – finansowe pułapki
Czy wiesz, w których krajach dobowy pobyt w szpitalu może kosztować więcej niż 5-gwiazdkowy hotel? Na Monako wypadło niechlubne pierwsze miejsce: ponad 15 000 zł za JEDEN dzień leczenia. To aż siedem razy więcej niż noc w luksusowym kurorcie! W czołówce najdroższych systemów zdrowia w Europie są jeszcze Luksemburg (ok. 7 900 zł/dzień), Norwegia (ok. 5 800 zł/dzień) oraz Szwajcaria (ok. 3 800 zł/dzień). To wielokrotnie więcej niż doba w typowym polskim szpitalu, gdzie świadczenia zdrowotne finansuje NFZ.
Nawet popularne kierunki południowej Europy potrafią zaskoczyć kosztami leczenia. We Francji pacjent ponosi około 20% kosztów każdej usługi medycznej w publicznym szpitalu. W przypadku złamanych żeber taka dopłata, razem z opłatami za karetkę i późniejszy transport do kraju, wyniosła w sumie ok. 11 000 euro! We Włoszech leczenie skomplikowanej kontuzji kolana potrafi kosztować nawet 22 000 euro – równowartość nowego samochodu. Hiszpania? Średnio 1 626 zł za dzień pobytu w szpitalu. Islandia? 630 euro (ok. 2 800 zł) za dzień leczenia w publicznej placówce. Grecja? Około 1 400 zł za dobę hospitalizacji.
EKUZ – tarcza z lukami
Dzięki EKUZ Polacy mogą w sytuacjach nagłych korzystać z publicznej służby zdrowia innych krajów UE na takich zasadach, jak ich obywatele. Brzmi uspokajająco, ale to połowiczne rozwiązanie. Co z tego, że np. we Francji z EKUZ zapłacimy „tylko” te 20% rachunku – skoro może to być kilka tysięcy euro? W wielu krajach pewne usługi w ogóle nie są objęte społecznym ubezpieczeniem zdrowotnym, nawet dla mieszkańców. Przykład: w Hiszpanii leczenie stomatologiczne nie jest refundowane – oznacza to, że bolesną awarię zęba podczas urlopu opłacisz w 100% z własnej kieszeni, nawet jeśli masz przy sobie EKUZ.
Poza Europą – rachunki idą w setki tysięcy
Skoro w bogatej Europie bywa drogo, to co dopiero w krajach poza UE? Tam nie ma EKUZ, a za leczenie płaci się pełną stawkę. Właśnie stamtąd pochodzą najbardziej drastyczne przykłady medycznych rachunków, które zrujnowały nieubezpieczonych Polaków. Kilka prawdziwych historii z ostatnich lat:
USA – ponad 1 000 000 zł: Pan Mariusz doznał zawału serca na wymarzonym urlopie w Stanach. Sześć dni intensywnej terapii skończyło się rachunkiem przekraczającym milion złotych. NFZ zwrócił tylko niewielki ułamek tej sumy – resztę turysta spłaca do dziś.
Meksyk – 400 000 zł: Pan Stanisław pojechał na luksusowe wakacje do Meksyku bez dodatkowego ubezpieczenia. Pod koniec wyjazdu dostał udaru mózgu. Tydzień leczenia kosztował prawie 400 tys. zł, z czego jego skromna polisa pokryła zaledwie 1 dzień hospitalizacji.
Turcja – 250 000 zł: Jeden z najpoważniejszych wypadków w tym popularnym wśród Polaków kraju – koszt leczenia po ciężkim urazie wyniósł ćwierć miliona złotych (dane Mondial Assistance).
Turcja – 330 000 zł: Młoda Polka, pani Marcelina, spadła z dachu podczas wycieczki. Dwutygodniowy pobyt w tureckiej klinice kosztował aż 330 tys. zł (ok. 25 tys. zł dziennie!). Miała wykupioną polisę na 250 tys. zł, ale to nie wystarczyło – rodzina musiała zorganizować zbiórkę, by opłacić dalsze leczenie i transport medyczny do Polski (kolejne ~100 tys. zł).
Kenia – 647 000 zł: Niewinna kolacja na safari mogła zakończyć się tragicznie. Polski podróżnik zakrztusił się jedzeniem – konieczna była poważna operacja i specjalistyczny transport medyczny do kraju. Koszty? 647 tys. zł.
Te szokujące kwoty to nie fikcja, ale rzeczywistość, którą przeżyli zwykli ludzie – tacy jak my. Mają jeden wspólny mianownik: brak dostatecznego zabezpieczenia w postaci odpowiedniego ubezpieczenia zdrowotnego. Standardowe polisy turystyczne (o sumach rzędu np. 25 tys. euro, często dodawane „gratis” do wycieczek lub kart kredytowych) okazują się dramatycznie niewystarczające w obliczu poważnych problemów zdrowotnych za granicą. Dla porównania: operacja złamanej kostki w Turcji kosztuje ok. 75 tys. zł (w Polsce ~6,5 tys.), a wycięcie wyrostka robaczkowego w Niemczech prawie 5 tys. euro (ok. 22 tys. zł). Doba na OIOM-ie w USA – ok. 9 700 USD – czyli ponad 40 tysięcy złotych za jeden dzień! Nietrudno policzyć, że polisa na 25 tys. euro wystarczy co najwyżej na drobne infekcje i pękniętą plombę, ale nie na poważne operacje czy tygodniowy pobyt w szpitalu.
Jak przygotować się do podróży – praktyczne wskazówki Najlepszym lekarstwem na finansowe skutki wypadku za granicą jest… świadome przygotowanie. Co to oznacza w praktyce? Kilka najważniejszych kroków:
Zawsze wyrób kartę EKUZ przed wyjazdem w ramach Europy. Jest bezpłatna i gwarantuje prawo do niezbędnej opieki zdrowotnej w unijnych publicznych placówkach. Pamiętaj jednak, że EKUZ nie pokrywa wszystkiego – to tylko uzupełnienie, a nie pełne ubezpieczenie.
Wykup ubezpieczenie turystyczne z wysoką sumą leczenia. Koniecznie dostosuj kwotę do destynacji: dla podróży po Europie co najmniej 500 000 zł sumy ubezpieczenia kosztów leczenia (im więcej, tym lepiej). Przy wyjazdach za ocean (USA, Kanada, Japonia, Australia itp.) – minimum 1 000 000 zł, a najlepiej jeszcze wyższe. Dobrze, by polisa obejmowała też powrót do kraju specjalnym transportem medycznym.
Nie oszczędzaj na zdrowiu. Dodatkowe 100 czy 200 zł wydane na lepsze ubezpieczenie to niewielka cena za spokój ducha w podróży. W razie wypadku dobra polisa może być różnicą między przeżyciem trudnej sytuacji a życiem w cieniu gigantycznego długu.
Na zakończenie…
Nikt z nas nie planuje chorować na urlopie. Ale prawda jest taka, że „nic mi się nie stanie” to nie jest strategia. Najlepsze, co możesz zrobić dla siebie i bliskich przed wyjazdem, to przygotować się na najgorsze: sprawdzić zakres swojego ubezpieczenia, zwiększyć sumę gwarantowaną i dopilnować, by polisa pokrywała wszystkie możliwe wydatki (w tym powrót do kraju). Dzięki temu zyskasz bezcenny spokój – i wakacje pozostaną wakacjami, a nie początkiem finansowego horroru.



Komentarze